Albania - cz. 3: Na północ od Tirany

Na północ od Tirany, czyli w stronę Gór Przeklętych (zwanych też Alpami Albańskimi lub Górami Północnoalbańskimi). Tworzą one dziki krajobraz ze stromymi ścianami, głębokimi dolinami i formacjami krasowymi. Znajdziecie tam też malownicze parki narodowe, a po drodze możecie zatrzymać się w paru ciekawych miasteczkach, przy rzekach i jeziorach.
(Dzień pierwszy)
Z Tirany ruszyliśmy do Theth, który podczas naszej podróży był najbardziej wysuniętym na północ punktem. To jakieś 170 km i cztery godziny w trasie ze zmieniającym się krajobrazem – im dalej na północ, tym piękniej i tym węższe i bardziej kręte drogi. Stamtąd przez kolejne dni zjeżdżaliśmy pomału na południe, decydując na bieżąco, gdzie się zatrzymujemy i co dalej. Dzisiaj jednak wiem, że gdybym wracała do Albanii, to na pewno, żeby dłużej zostać właśnie w górach.
Theth to chyba najbardziej znana górska wioska w Albanii, która często staje się bazą dla osób przyjeżdżających w te rejony. Można tu podziwiać malowniczą alpejską przyrodę, wędrować po Górach Przeklętych oraz poznawać unikalną kulturę północnej Albanii. My zdecydowaliśmy się, że zbudujemy nasze wakacje wokół off-roadingu i rozpoczęliśmy go właśnie tutaj. W tej okolicy można jednak robić mnóstwo innych rzeczy — zaczynając od pieszych wędrówek (łatwiejszych i trudniejszych), przez wspinaczkę górską, spływy kajakami i rafting, kąpiele w zimnej rzece, po takie rozrywki jak zip line. Najczęstsze wycieczki z Theth to wycieczka do turkusowego źródła Blue Eye, trekking przez przełęcz Valbona oraz piesza wycieczka do wodospadu i kanionu Grunas.
Zatrzymaliśmy się na campingu Balcony Theth, który choć niewielki, był całkiem wygodny, a wyróżniał go piękny widok na góry i taras, na którym można zjeść bardzo smaczne śniadania serwowane przez właścicieli.
👩🏻💻 park4night.com
🗺️ Theth 4001
☎️ +355 68 541 7755
💲 Za dwie osoby i samochód z namiotem na dachu zapłaciliśmy €18.50. Śniadanie kosztowało 1200 ALL (ok. 58zł).
💡 Camping jest dość mały, więc warto zarezerwować sobie tam miejsce - my dojeżdżając do Theth mieliśmy go po drodze, więc zajrzeliśmy do nich uprzedzając, że przyjedziemy wczesnym wieczorem. Dobrze, że tak zrobiliśmy, bo zajęliśmy tym samym jeden z ostatnich wolnych spotów.
(Dzień drugi)
Ruszyliśmy w drogę do Shkodër, wybierając off-roadową trasę, która okazała się znacznie prostsza niż myśleliśmy, a razem z krótszymi i dłuższymi przystankami zajęła nam cały dzień (w tym ok. 3–4 godzin samej jazdy). Jeśli jest sucho, można ją zrobić też zwykłym samochodem, bo to w znaczącej większości po prostu żwirowa droga — na wszelki wypadek nie pakujcie się tam jednak po deszczu bez 4x4. Trasa była dużo przyjemniejsza niż ta w stronę Theth. Nie spotkaliśmy też zbyt wielu osób po drodze, minęło nas może kilku motocyklistów i parę samochodów. Mieliśmy za to piękne widoki, widzieliśmy wolno pasące się krowy i osiołki, mogliśmy zatrzymać się na kawę z termosu z widokiem, zanurzyć stopy w rzece i wejść na chybotliwy mostek.
Na dłuższą przerwę zatrzymaliśmy się przy kanionie Ura e Shtrenjtë, gdzie razem z zaledwie kilkoma innymi osobami weszliśmy do wody. Uwielbiam to, że będąc w długiej trasie ma się wszystko ze sobą i w dowolnej chwili można podjąć taką decyzję. W tej okolicy możecie wybrać miejsce nieco bardziej dzikie, rozglądając się wzdłuż drogi i zatrzymując się tam, gdzie najbardziej Wam się podoba, albo takie z oficjalnym parkingiem i barem.
Stamtąd już zaledwie 16 km zwykłą drogą do Shkodër, po drodze jednak można jeszcze zobaczyć most Mesi, który jest jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków w okolicy. Został zbudowany w XVIII wieku, w czasach osmańskich, a jego charakterystyczna konstrukcja pozwalała pokonywać rzekę nawet przy wysokim poziomie wody. Dziś jest głównie atrakcją turystyczną i miłym miejscem na krótki spacer z widokami.
Naszym celem był nocleg na campingu przy jeziorze z prywatną plażą. Znajdziecie tam też restaurację, sklepik oraz leżaki i hamaki, z których każdy może skorzystać. Pole jest położone 10 km i 20 min samochodem od centrum miasta.
🗺️ Rruga E Liqenit, Grile / Omaraj, Grilë
☎️ +355692750337
💲 Za nocleg dla dwóch osób oraz samochód z namiotem na dachu zapłaciliśmy €16.
(Dzień trzeci)
Shkodër to niezbyt duże miasto z ciekawą historią – jest jednym z najstarszych w Albanii. Leży nad Jeziorem Szkoderskim, największym jeziorem na Bałkanach. W samym mieście polecam zatrzymać się na parę godzin i zacząć od śniadania, przejść się ulicami Rruga G'juhadol i Kole Idromeno oraz wejść do Narodowego Muzeum Fotografii Marubi.
Ponieważ w Tiranie odwiedziliśmy dwa muzea dotyczące komunizmu, nie bardzo miałam ochotę na kolejne (jeśli jednak dla Was to ciekawe, przejdźcie się do Site of Witness and Memory). Znalazłam za to muzeum zajmujące się fotografią i do ostatniej chwili wahałam się, czy go nie odpuścić. Jak dobrze, że tego nie zrobiliśmy! W Marubi trafiliśmy na świetną wystawę albańskiego fotografa Gjon Mili, którego zdjęcia zrobiły na nas ogromne wrażenie — jego fascynacja ruchem i ciałem, tancerze i sportowcy, Stany Zjednoczone lat 30. i tamtejsza scena muzyczna. Bardzo polecam spojrzeć na jego prace chociażby w internecie. Oczywiście nie mogę Wam obiecać, że wystawa tymczasowa, na którą tam traficie, będzie równie ciekawa, ale stała ekspozycja też jest interesująca.
👩🏻💻 marubi.gov.al
🗺️ Nr. 32, Rruga: "Kolë Idromeno", Shkodër
⏰ Czynne codziennie od 9 do 19.
💲Bilet normalny kosztuje 700 ALL (ok. 33.50zł), ulgowy - 210 ALL (ok. 10zł), a dla dzieci poniżej dwunastego roku życia, inwalidów i weteranów wejście jest darmowe. Płatność tylko gotówką.
Nad Shkodër góruje zamek Rozafa. Stoi na wysokim skalistym wzgórzu, między rzekami Buną i Drinem, dzięki czemu z jego murów rozciąga się widok na miasto, Jezioro Szkoderskie i okoliczne góry. Z zamkiem związana jest jedna z najbardziej znanych albańskich legend. Według opowieści trzech braci budowało zamek, ale jego mury każdej nocy się zawalały. Pewien starzec powiedział im, że budowla przetrwa tylko wtedy, gdy w jej fundamentach zostanie zamurowana żona jednego z braci. Bracia postanowili, że żona tego, kto następnego dnia jako pierwszy przyjdzie z jedzeniem, zostanie złożona w ofierze. Dwaj starsi bracia ostrzegli jednak swoje żony, dlatego następnego dnia jako pierwsza przyszła Rozafa, żona najmłodszego brata. Rozafa zgodziła się na swój los, ale poprosiła, aby pozostawiono jej jedno oko, jedną rękę, jedną nogę i jedną pierś, aby mogła widzieć, kołysać i karmić swojego małego syna. Legenda ma pokazywać poświęcenie, macierzyństwo i koszt wielkich budowli.
🗺️ 2FWV+HCH, Rruga Rozafa, Shkodër
⏰ Zamek jest czynny codziennie od 9, w soboty do 16, a w pozostałe dni do
💲Wejście kosztuje 400 ALL (ok. 19zł).
💡 Jeśli nie macie siły chodzić za dużo, podjedźcie pod samo wejście. Po drodze miniecie dużo płatnych parkingów, ale pod samym szlabanem przy zamku można zaparkować za darmo.
Na trasie ze Shkodër do Tirany traficie na stoiska ze świeżymi owocami i grillowaną kukurydzą. Kiedy jechaliśmy w przeciwnym kierunku, w góry, widziałam je już, ale nie udało nam się zatrzymać i od tamtej pory o tym myślałam. Na szczęście, zjeżdżając na południe, byliśmy już bardziej uważni i wiedzieliśmy, że to absolutnie obowiązkowy punkt wycieczki! Nie spodziewałam się jednak tak słodkiego doświadczenia — pani sprzedająca kukurydze nie tylko pomogła nam przejść przez ulicę i pozwoliła mi zrobić zdjęcia, ale też postawiła mnie za grillem, co bardzo nas rozbawiło — może powinnam założyć sezonowe stoisko z kukurydzą na Malcie?
💲 Nie pamiętam, ile kosztowała kukurydza dokładnie, ale nie więcej niż 100 ALL (niecałe 5zł). Oczywiście trzeba mieć gotówkę.
(Dzień czwarty)
Po drodze ze Shkodër do Tirany jest też Krujë. Najważniejszym miejscem tam jest zamek położony na zboczu góry. Z góry można podziwiać okoliczne góry, a przy dobrej pogodzie nawet Adriatyk. Krujë jest przede wszystkim kojarzona z Gjergjem Kastriotim Skanderbegiem, albańskim bohaterem narodowym z XV wieku, który prowadził opór przeciwko Imperium Osmańskiemu. Muzeum poświęcone mu znajduje się na zamku, ale niestety nie wiem, czy warto tam zajrzeć, bo tam nie dotarliśmy. Tuż pod zamkiem znajduje się Stary Bazar (Pazari i Vjetër). W małych sklepikach można znaleźć rękodzieła, biżuterię filigranową, dywany, ceramikę i drewniane wyroby, tradycyjne pamiątki oraz lokalne produkty spożywcze.
Planowaliśmy zostać na campingu, ale jakoś tak wyszło, że w ostatniej chwili zmieniliśmy zdanie i zabookowaliśmy hotel chwilę przed przyjazdem do niego. Stamtąd poszliśmy na spacer – dziesięć minut z górki na starówkę i pod górkę z powrotem. Zobaczyliśmy zamek o zachodzie słońca, kupiliśmy pamiątki i zjedliśmy kolację, a potem wróciliśmy do hotelu… oglądać Netflixa.
Z hotelu rozpościera się piękny widok na zamek, którym można nacieszyć się jedząc śniadanie. Z naszego pokoju za to mieliśmy widok na skałę, co nas akurat bardzo ubawiło, ale rozumiem, że komuś mogłoby przeszkadzać. Hotel zdaje się być świeżo wybudowany, wszystko było nowe i czyste. Warto jednak wiedzieć, że ma kilka pięter, ale nie ma tam windy, co może być dla niektórych sporą przeszkodą.
👩🏻💻 Hotel Castle View
🗺️ Rruga Perlate, 1501 Krujë, Albania
☎️ +447554587600
💲 Za pokój z dużym łóżkiem i ze śniadaniem dla dwóch osób zapłaciliśmy €52.50. Płatność na miejscu – kartą lub gotówką.
Czego nie zrobiłam, ale po co jeszcze kiedyś wrócę? Chciałabym:
przejść piesze trasy w Górach Przeklętych.
Skorzystać z rozrywek, takich jak kajaki, ski line i rafting.
Pojechać nad jezioro Koman.
Zrobić z Liamem poważniejszą trasę off-roadową, na przykład taką.
Podsumowanie
Północ Albanii bardzo nam się podobała i zasługuje na więcej uwagi niż się spodziewałam. Zostawiła mnie z niedosytem. Myślę, że jeśli kiedyś wrócimy do tego kraju, to właśnie w góry. Rozumiem jednak, że nie każdy, jak my, mieszka nad morzem i może właśnie za nim tęsknić. Dlatego też w następnym albańskim poście nie zabraknie Adriatyku i Morza Jońskiego — Albania ma to szczęście, że ma i wysokie szczyty, i piękne plaże.
***
Post ten ukazał się w ramach serii o Albanii, w ramach której możecie też przeczytać o:
tym, co na południe od Tirany (premiera: 12.10)