Ħamrun - poczuj się jak lokals

Ħamrun - poczuj się jak lokals

Ħamrun to jedno z najbardziej tętniących życiem maltańskich miasteczek. Znajduje się w centrum wyspy, jest przedłużeniem Valletty i Floriany, a mimo to nie cieszy się zbyt dobrą sławą. Kiedy jednak przyjrzeć mu się z bliska, ma ujmujący, nieoszlifowany urok — nie stara się być pocztówką, jest bardzo prawdziwy.

Znajdziecie tam mieszankę tego, co stare, z tym, co nowe. W miasteczku widać, że kiedyś było bogate — stąd jego piękna, chociaż dziś często niszczejąca architektura. To właśnie tutaj przez dużą część XX wieku znajdowało się centrum kupieckie. Ħamrun położone jest bowiem niedaleko portu, do którego przypływały wszelkie dobra. Odkąd jednak biznesy zaczęły się przenosić w inne miejsca, miasteczko podupadło. Nawet dziś widać w nim jednak dawny dostatek.

Żeby poczuć Ħamrun warto gdzieś przysiąść i popatrzeć na lokalny chaos: osoby idące na kawę, inne robiące zakupy albo spieszące się na autobus. Na piękne maltańskie balkony i fasady budynków, które potrafią czymś zaskoczyć, ukryte małe uliczki, w których ktoś urządził miejską dżunglę z wielkich roślin w donicach. Główna arteria miasta jest żywa, pełna ruchu. Można tu usłyszeć maltański, co nie jest oczywiste, bo w Valletcie i centralnej części kraju, w której jesteśmy, dominuje jednak angielski. Ale w Ħamrun traficie na maltańską obsługę w restauracjach i pubach, a na ulicy i wśród klientów restauracji usłyszycie ich piękny język.


Jak spędzić dzień w Ħamrun?

  1. Złapcie któryś z maltańskich wypieków w piekarni i zjedzcie na ławce albo murku, obserwując poranne zamieszanie.

  2. Pójdźcie na spacer, włócząc się uliczkami i szukając maltańskich ciekawostek.

  3. Zjedzcie lunch w jednej z najstarszych maltańskich restauracji.

  4. Zagrajcie w bingo, spędzając czas w prawdziwie lokalny sposób.

  5. Pójdźcie napić się czegoś w barze Johnny’ego lub klubie hamruńskiej bandy.

Piekarni w Ħamrun jest przynajmniej kilka. Możecie do nich trafić tradycyjnie, szukając na mapach albo… kierując się węchem. Nie ma w końcu lepszego zapachu niż świeżo wypiekane pieczywo. Wszędzie będzie smacznie, ale jeśli zależy Wam na moim poleceniu — wybierzcie Premium Bakery, o której mówi się, że sprzedaje najlepsze qagħaq tal-Ħmira — słodkawe bułeczki z przyprawami posypane sezamem. Jeśli akurat je przygotowują, będziecie czuć aromat w całej piekarni. Zapytajcie, czy mają je ciepłe, bo te jedzone prosto z pieca to doświadczenie 10/10.

🗺️ 15 Our Lady Of Sorrows

⏰ W pon i od śr do sob od 7 do 19, we wt od 6 do 20, w nd od 7 do 13 i od 17 do 19.

W Ħamrun najfajniejsze jest szwendanie się. Możecie zorganizować tu sobie prywatny konkurs na znalezienie ulubionych kolorowych drzwi czy innego detalu. To miasteczko, w którym w pigułce, na niezbyt dużej przestrzeni traficie na charakterystyczne dla maltańskiej architektury elementy – piękne galerije (z maltańskiego: balkony), różnorodne kołatki i klamki, ozdobne numery domów i tabliczki z ich imionami, charakterystyczną typografię z nazwami sklepów, rzeźby świętych na rogach budynków, małe kapliczki, ogrody w zaułkach. Tu nie chodzi o konkretne adresy, ale o rozglądanie się, obserwowanie i niespieszne włóczenie się bez celu.

Kto wie, kogo spotkamy, zwalniając trochę? Może zwróci na nas uwagę starsza pani odpoczywająca na ławce i zagada, a my poznamy jej historię. Do Ħamrun nie dociera jeszcze zbyt wielu turystów, więc jego mieszkańcy są często ciekawi i pytają, skąd się tam wzięliśmy. W zamian oferują swoje opowieści o tym, jak się tam mieszka, jak zmienia się miasteczko, o swoich ulubionych miejscach i sąsiadach. Może traficie też na lokalne osobliwości, jak chociażby pana, który jest fanem Ozzyego Osbourna.

A jeśli jesteście uważni albo lubicie architekturę, możecie też wpaść na dom, który wyróżnia się swoim stylem i zwraca uwagę. To willa zaprojektowana przez maltańskiego architekta Emmanuele Galizia z XIX wieku lub… kogoś, kto go kopiował, bo do dziś nie udało się rozwiązać tej zagadki. Jego styl jest bardzo charakterystyczny, więc jeśli byliście w Sliemie, gdzie znajduje się dom Galizii, będziecie mieć „Aha!” moment. To elegancka maltańska architektura miejska z XIX wieku łącząca elementy stylu neogotyckiego (łuki i detale) i neoklasycznego (symetria, proporcje) z charakterystycznymi balkonami i kamieniem wapiennym specyficznym dla maltańskich budynków.

🗺️ Triq Fra Diegu

W Ħamrun znajdziecie też miejsca, które są dziś nieco old schoolowe i których jest już na wyspach coraz mniej. Przykładem może być sklep sprzedający ręcznie robione figurki świętych. Szczególnie starsze osoby często mają swojego ulubionego patrona, do którego modlą się z prośbą o pomoc. Każdy ze świętych ma inne supermoce jak na przykład św. Antoni, który pomaga odnaleźć zgubione rzeczy i wspiera w sytuacjach beznadziejnych. Figurki trzyma się w domach albo wstawia w nisze budynków. Osobno kupuje się też te, które zdobią szopki bożonarodzeniowe.

🗺️ 224-228 St Joseph High Street

⏰ Otwarte w tygodniu 9:15-12:45 i 16:15-18:45, w sob 9:15-12:45.

🤳 facebook.com

Centralnym punktem Ħamrun, jak w większości maltańskich miasteczek, jest kościół. Jego patronem jest San Gejtanu (św. Kajetan) i to festa z okazji jego imienin jest tu celebrowana w pierwszą niedzielę po 7 sierpnia. Zaraz naprzeciw kościoła znajduje się Elia – restauracja i cukiernia z ponad sześćdziesięcioletnią tradycją. To miejsce spotkań różnych pokoleń słynie z lokalnych wyrobów i produktów, na które przepisy nie zmieniają się od lat. Wieloletnie doświadczenie sprawia, że ta rodzinna firma jest głęboko zaangażowana w historię maltańskiej kuchni.

👩🏻‍💻 elia.com.mt

🗺️ 667 St Joseph High Street

⏰ Od wt do czw od 8:30 do 21:30, od pt do sob do 22, w pon nieczynne.


Jeśli z jakiegoś powodu nie będziecie mogli usiąść w Café Elia, możecie rozważyć też Café Tivoli - drugą rodzinną restaurację z tradycjami.

🤳 facebook.com

🗺️ 181 St Joseph High Street

⏰ Czynne od wt do sob od 9:00 do 14:30, w nd do 15:30, a w pt i sob dodatkowo otwiera się też wieczorami między 18 a 22:30.

Bingo, czyli tombla, to wspaniała rozrywka, w której zwykle uczestniczą… staruszki. To wydarzenie społeczne, dobry powód, żeby wyjść z domu i całkiem niezłe emocje, a zarazem typowy maltański sposób spędzenia czasu. I chociaż bingo organizowane jest przy różnych okazjach, miejsc, w których regularnie można grać, jest niewiele. Jedno z nich znajduje się właśnie w Ħamrun.

Kiedy weszliśmy z Larkinem, moim przyjacielem, do Valentine’s Hall, zdecydowanie wzbudziliśmy zainteresowanie, wyróżniając się głównie chyba wiekiem, ale też Larkin byciem mężczyzną, a ja — niebyciem Maltanką. Szybko się jednak nami zaopiekowano, upewniając, że mamy długopisy, czy tłumacząc zasady. W tych nie jest trudno się połapać, ale trzeba się dość szybko orientować, bo wszystko dzieje się błyskawicznie, chociaż… trwa zaskakująco długo. Całe wydarzenie zajmuje kilka godzin – myśmy po ponad dwóch postanowili ruszyć dalej, oddając swoje niewykorzystane losy paniom z pobliskich stolików, z którymi w międzyczasie udało nam się trochę porozmawiać. W evencie brało udział bardzo dużo osób. Myślę, że spokojnie ponad setka. Harmider milkł, kiedy zaczynało się losowanie. Wtedy zapadała cisza, a atmosfera gęstniała od skupienia. Prawie wszystko odbywało się po maltańsku, ale samo odczytywanie liczb — po angielsku. Samo to jest ciekawym zjawiskiem. Osoby prowadzące grę posługują się językiem charakterystycznym dla bingo – liczby odczytywane są w specyficzny sposób, więc kiedy po tym doświadczeniu usłyszycie “five and two, fifty two”, “all the six, sixty six”, “by itself - number eight” czy “Eyes down on the line” – na pewno przeniesiecie się do tego wspomnienia.

Jeśli pójdziecie na bingo do Valentine’s Hall w Ħamrun, przyjrzycie się samej sali – dziś jest mocno zaniedbana, ale kiedyś była jedną z bardziej popularnych na wyspach sal ślubnych.

🗺️ St Joseph High Street - zaraz obok Elia Café.

⏰ Bingo odbywa się w soboty o 19 i w niedziele o 9:30 i o 14, konkretne terminy warto sprawdzać na facebooku hamruńskiego Local Kunsil.

💲Podstawowe losy kosztują €15, do tego można kupić różne dodatki, które zwykle kosztują €5.

💡 Warto mieć ze sobą coś do pisania.

Bar Johnny’ego to ukryty na widoku skarb. Znajduje się przy centralnym skrzyżowaniu miasteczka, ale można go łatwo przeoczyć. Kiedy jednak wejdziecie tam, traficie na starszych panów pijących Cisk, dyskutujących albo może oglądających jakiś mecz. Za barem będzie przeserdeczny właściciel, który chętnie Was ugości tym, na co macie ochotę. Warto tam zajrzeć dla klimatu, nawet jeśli nie pijecie alkoholu — weźcie wtedy szklaneczkę Kinny’ego, nacieszcie się atmosferą i być może zagadajcie do któregoś ze stałych bywalców.

🗺️ Skrzyżowanie St Joseph High Street z Qormi Road

⏰ Czynne w tygodniu, chociaż z doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że jeśli właściciel zaśpi, może być zamknięte.

Jeśli akurat bar jest zamknięty, usiądźcie po drugiej stronie ulicy w klubie lokalnej bandy św. Kajetana, czyli orkiestry dętej grającej na festach. Historia tego konkretnego zespołu sięga początku XX wieku i jest słynna ze względu na swoją wieloletnią rywalizację z bandą św. Józefa, który wcześniej był patronem miasta. Między klubami istnieje silny związek, co nie przeszkadza im jednak ze sobą walczyć. Kulminacją był rok 1987, którego uczestnicy wspominają anioły przelatujące nad ich głowami. Mowa tu oczywiście o posągach zdobiących w czasie święta główną ulicę, które znalazły się między walczącymi kibicami obu klubów muzycznych. Był to prawdopodobnie najciemniejszy dzień w historii Ħamrun, kiedy lata ciężkiej pracy zostały zaprzepaszczone w ciągu kilku minut, a dekoracje zniszczone bezpowrotnie. Rok później oba kluby podpisały umowę publiczną, w której zobowiązały się do uregulowania kwestii obchodów na świeżym powietrzu i od tamtej pory żyją we względnym spokoju. Podczas niedzielnego porannego marszu orkiestry przechodzą przed klubami przeciwnika. Niektórzy twierdzą, że robią to, żeby rozdrażnić rywali, ale inni, że jest to wyraz szacunku. To prawdopodobnie ta wielka rywalizacja między bandami sprawia, że ​​festa w Ħamrun jest jedną z najbardziej ekscytujących na wyspie. Przez cały tydzień orkiestry są ubrane w różne kolory – niebieski dla św. Józefa i czerwony dla św. Kajetana. Poza uroczystościami kluby muzyczne podążają śladami patrona i pomagają ubogim.

🗺️ 180 St Joseph High Street

Podsumowanie

Ħamrun nie jest miasteczkiem dla każdego. Jeśli oczekujecie tradycyjnego zwiedzania, zabytków, muzeów, nie wybierajcie się tu. Kiedy jednak bardziej w Waszym stylu jest szukanie lokalnych miejsc, mikrohistorii i akcentów charakterystycznych dla kultury danego kraju — to strzał w dziesiątkę. Ħamrun jest jeszcze nie zadeptane przez turystów, chociaż położone jest zaledwie parę kroków od Valletty, gdzie wszyscy jeżdżą. Nieśmiałe i niedoceniające swojej wartości, więc wciąż nastawione na lokalne potrzeby bardziej niż na turystyczną komercję. Mam nadzieję, że zostanie takie jak najdłużej.