Żibel

Często ludzie pytają mnie, czego na Malcie nie lubię. Przede wszystkim nie lubię o tym za bardzo mówić, bo uważam, że niewiele to wnosi i działa jak żółć, która niszczy nas od środka. Ale jak już mnie przyciśniecie, to w czołówce znielubionych przeze mnie rzeczy będą wszechobecne śmieci, a szczególnie te w morzu, które tak bardzo kocham. Zamiast jednak tylko narzekać, postanowiłam coś z tym zrobić, a przy okazji opowiedzieć Wam o wspaniałej lokalnej organizacji pozarządowej.
Żibel to po maltańsku po prostu śmieci. To też nazwa NGOsu założonego w 2017 roku przez grupę pasjonatów, którzy postanowili posprzątać swoją okolicę. Dzisiaj jest to jedna z najaktywniejszych organizacji ekologicznych na Malcie. Ich założenia są proste – zależy im na tym, żeby Malta rozkwitła, a cel ten chcą osiągnąć poprzez rozwiązanie problemu odpadów. Żibel zajmuje się sprzątaniem, szerzeniem świadomości oraz edukacją na rzecz lepszej przyszłości, budując przy tym lokalną społeczność.
Żibel można wesprzeć na kilka różnych sposobów. Ten, który wydaje mi się najbardziej popularny, to dołączenie do ich comiesięcznego sprzątania. W ramach wydarzenia można zapisać się do różnych grup – tych działających na lądzie i zajmujących się sortowaniem, do grupy nurkowej* albo do tej, która wyciąga śmieci, pływając z rurką. Wydarzenia odbywają się w różnych miejscach, ale zawsze w soboty i zajmują całe przedpołudnie (od 9 do 14). Są świetnie zorganizowane – każdy wie, co ma robić i jaka jest jego rola, na dodatek Żibel zapewnia wszystkie sprzęty, wodę, krem spf, rękawice, a nawet ftirę do zjedzenia po pracy. Do tego uczestnicy pomagają sobie i są bardzo serdeczni, a atmosfera jest świetna. Udział w wydarzeniu daje poczucie, że zrobiło się coś ważnego, chociaż jednocześnie bardzo przytłoczyło mnie to, co zobaczyłam pod wodą.
W czasie spotkania, w którym wzięłam udział, udało nam się wyciągnąć i posortować ponad… 4 tony śmieci. Wiemy to, bo wszystko jest ważone na brzegu. Wśród nich było mnóstwo opon, metalowych elementów, rur, lin czy kabli. Razem z ponad dwudziestoma innymi nurkami pracowaliśmy zaledwie na obszarze kilkudziesięciu metrów, nie odpływając daleko od brzegu. Co mnie jednak przejęło, to to, że moim zdaniem, gdybyśmy mieli zostać tam kolejnych dziesięć dni i codziennie schodzić pod wodę, nadal nie udałoby nam się wyciągnąć wszystkiego. Z jednej strony więc myślę o tym, jak wiele to 4 tony, ale też jak mało. Jak bardzo jestem zła na tych, którzy doprowadzają morze do takiego stanu, ale też jak wdzięczna jestem za tę setkę osób, które poświęciły pół soboty, żeby, zakasując rękawy, razem zrobić coś, co zmienia nasze otoczenie.
Jestem też wdzięczna za Rebeccę, która jest moją koleżanką do zadań specjalnych — wyprowadzania psów ze schroniska na spacer, wspólnego oddawania krwi czy sprzątania okolicy. Czekam na nasze kolejne misje!
*Żeby dołączyć do grupy nurkowej, trzeba mieć licencję AOW. Sprzęt zapewnia organizator, ale wszystko poza butlami trzeba samodzielnie odebrać z centrum nurkowego dzień przed wydarzeniem.
👩🏻💻 zibel.org
💡 Żibel prowadzi dużo różnych projektów nakierowanych na ochronę środowiska, o których warto poczytać. Sprzątanie jest tylko jedną z gałęzi ich działalności.
🫶 Nie możesz wziąć udziału w wydarzeniach, ale myślisz o tym, żeby pomóc? Możesz wesprzeć Żibel finansowo. Dzięki datkom sprzątanie może się odbywać – pokrywają one koszty wynajmu kontenerów na śmieci, paliwa do łodzi, konserwacji sprzętu nurkowego, rękawic i toreb dla wolontariuszy oraz recyklingu odzyskanych sieci.